Józef Piłsudski – wizjoner Międzymorza

Naczelnik państwa polskiego, naczelny wódz Armii Polskiej, marszałek Józef Piłsudski, był głównym inspiratorem koncepcji federalizmu we wschodniej polityce Rzeczypospolitej.

Koncepcja Józefa Piłsudskiego przewidywała rozwiązanie podwójnego problemu. Przede wszystkim osłabienie Rosji, i to każdej Rosji, niekoniecznie komunistycznej, ponieważ Rosja ze swej istoty jest państwem agresywnym wobec krajów Europy Wschodniej. Po drugie, zaangażowanie do osiągnięcia tego celu narodów, które wraz z Polakami odczuwają zagrożenie ze strony rosyjskiego wielkomocarstwowego szowinizmu i hegemonizmu.

Podobne pomysły wśród polskich socjalistów, których przywódcą był Józef Piłsudski, pojawiły się już pod koniec XIX wieku. Były zawarte w memorandum, które Józef Piłsudski przekazał rządowi japońskiemu w czasie wojny rosyjsko-japońskiej, jednak w memorandum tym o Ukrainie nie wspomniano. Kluczową rolę Ukrainy we wschodnioeuropejskiej geopolityce Józef Piłsudski uświadomił sobie dopiero po roku 1917, kiedy ukraiński ruch narodowy zadeklarował się w pełni.
Odtąd Ukrainie wyznaczano bardzo ważne miejsce w tworzeniu pomostu bałtycko-czarnomorskiego. Piłsudski był przekonany, że oddzielenie Ukrainy od Rosji mogłoby zabezpieczyć Polskę przez ekspansjonistycznymi zamachami Moskwy. Piłsudski myślał poważnie. Jego celem było wyzwolenie narodów największego imperium eurazjatyckiego z kolonialnego jarzma. Rosyjska państwowość w planach pierwszego marszałka Polski powinna się była ograniczać do granic etnograficznych. Pewnego dnia Józef Piłsudski oznajmił: „Musimy być gospodarzami nie tylko u siebie w domu, lecz i w całym państwie cara”. Dobrze rozumiał przyczynę wrażliwości Imperium Rosyjskiego, polegającą na jego wielokulturowym charakterze. Kluczowe miejsce w planach naczelnika państwa polskiego zajmowała Ukraina.

W marcu 1919 roku, udzielając wywiadu francuskiemu dziennikowi „Le Petit Parisien”, Piłsudski powiedział: „Ich [bolszewicki] atak na Polskę zależny jest przede wszystkim od kwestii ukraińskiej. Na politykę Sowietów wpływają względy materialne, a przede wszystkim głód. Muszą się zaopatrywać w bogatej Ukrainie. Jeżeli sprawa Ukrainy załatwiona będzie na ich korzyść, wówczas pójdą na Polskę; ale żeby do niej dojść, muszą przebyć kraje zniszczone, niemal pustynne, które nie dostarczyłyby im niczego. Muszą więc wszystko brać z Ukrainy”.

Jednocześnie swoją politykę ukraińską Marszałek Piłsudski traktował jako wielki, ryzykowny eksperyment polityczny, który umożliwi Ukraińcom odrodzenie własnego państwa. W maju 1920 roku już w czasie wyprawy wojsk polskich na Kijów w rozmowie z dziennikarzem brytyjskiej gazety „Daily News” powiedział wprost: „Jeśli im [Ukraińcom] się uda, to się uda. Nie osiągną sukcesu, to nie będą go mieć. Są dwa sposoby, by nauczyć ludzi pływania. Wolę sposób rzucania ich na głęboką wodę i zmuszania, by pływali. To właśnie robię z Ukraińcami”.

O skali tego eksperymentu świadczą zalecenia, jakie Piłsudski dawał swojemu najbliższemu współpracownikowi Leonowi Wasilewskiemu wiosną 1920 roku w przededniu jego wyjazdu na negocjacje z bolszewikami: „Co do Ukrainy, to Ukrainie sowieckiej przeciwstawiamy Ukrainę Petlury i nie będziemy dyskutowali nad tym, która jest prawdziwsza, bo byśmy mogli to robić bez końca. Niech Ukraińcy sami zdecydują. W tym żądamy zneutralizowania Kijowa dla zwołania tam konstytuanty z całej Ukrainy, w granicach uznanych przez nas na prawym brzegu, a przez nich [Rosjan] na lewym brzegu Dniepru. Ta konstytuanta rozstrzygnie sprawę ukraińską”.

Szerzej i chyba bardziej szczerze Piłsudski wyraził się w rozmowie z dowódcą frontu wołyńskiego generałem Antonim Listowskim: „Idąc w głąb Ukrainy, ale tylko do granic 1772 roku, przez to samo nie uznajemy rozbiorów Rzeczypospolitej i głosząc samostijność na tych ziemiach, jakby poprawiamy błędy naszych przodków. Chcemy dać Ukrainie możliwość samookreślenia i rządzenia się przez własny naród. Ale czy ten lud się samookreśli, czy stworzy rząd, wojsko… w co wątpię – przyszłość pokaże!… to nas nic nie obchodzi! Jak również, czy wybuchnie ten sam ruch i połączenie się z ukraińską republiką po drugiej stronie Dniepru”. Na pytanie Listowskiego, kto zwróci koszty wojny, odbudowy kraju, Piłsudski odpowiedział: „sami wrócimy, władając Ukrainą”.
Tak więc, w oczach Marszałka Polski przyszła niepodległa Ukraina miała być słabym krajem buforowym w ograniczonych granicach. Naczelnik państwa polskiego widział ją jako politycznego satelitę i dodatek rolno-surowcowy Rzeczypospolitej oraz rynek zbytu. Jednak nawet takie dość umiarkowane poglądy Piłsudskiego na sprawę ukraińską w Polsce nie wszyscy popierali.

Narodowi demokraci i ich główny ideolog Roman Dmowski opowiadali się za Polska jako państwem jednorodnym etnicznie i głosili ideę asymilacji mniejszości słowiańskich. Nie uważali Ukraińców za osobny naród. Zwolennicy Dmowskiego opowiadali się za kompromisem z Rosją (obojętnie, białą czy czerwoną) i proponowali podzielić z nią ziemie etnicznych Ukraińców, jak to już się w historii zdarzało. W obliczeniach geopolitycznych obozu endeckiego miejsca dla niepodległej Ukrainy nie było.

Roman Dmowski, główny oponent i konkurent Piłsudskiego, bezlitośnie krytykował jego koncepcję federacyjną, którą nazywał „polityką słabości”. Jego zdaniem Polska nie ma godnych sąsiadów, z którymi dałoby się stworzyć sojusz federacyjny. W czasie paryskiej konferencji pokojowej (1919), jako przewodniczący polskiej delegacji Dmowski wskazywał, że w centrum Europy, między potężnymi Niemcami i licznymi Rosjanami, nie ma miejsca dla narodów małych, dlatego aby przetrwać, Polacy muszą zostać wielkim narodem i wybudować własny potężny kraj.
Idee polskiego imperium były popularne wśród ówczesnych Polaków. W dodatku w nowo wybranym Sejmie Ustawodawczym, pierwszym parlamencie RP, większość mieli endecy oraz partie i stronnictwa prawicowe. Tymczasem zgodnie z prawem Naczelnik Państwa Józef Piłsudski odpowiadał przed Sejmem.

Dlatego Piłsudski działał bardzo ostrożnie, przedwcześnie nie ujawniając swoich planów dotyczących Ukrainy. Dobrze zdawał sobie sprawę ze wszystkich zagrożeń związanych z zawarciem sojuszu polsko-ukraińskiego, ponieważ niepowodzenie jego wschodniej polityki mogło stać się przyczyną lawiny niszczącej krytyki ze strony politycznych przeciwników, a być może nawet przyczyną jego dymisji.

O ile jako polityk i Naczelnik Państwa Piłsudski musiał uwzględniać stanowisko Sejmu, to w dziedzinie wojskowej, jako Naczelny Wódz, mógł działać bardziej stanowczo i aktywnie. Wśród polskiej generalicji miał sporo zwolenników, którzy podzielali jego wschodnią politykę i byli gotowi w sojuszu z Ukraińcami walczyć przeciwko bolszewikom. Zwłaszcza dowódca frontu wołyńskiego generał Antoni Listowski, który proponował, aby utworzyć jednostki wojskowe z internowanych w Polsce żołnierzy ukraińskich i razem z nimi udać się na wyprawę wyzwoleńczą przeciwko bolszewikom na Ukrainę. Jego zdanie popierał generał Stanisław Haller, ówczesny szef Sztabu Generalnego WP, który na początku stycznia 1920 roku, będąc przekonany, że „dopiero po odnowieniu Ukrainy możemy być bezpieczni przed Wschodem”, jednocześnie radził powstrzymanie się przed czynnym zaangażowaniem militarnym, dopóki białogwardyjskie wojska generała Antona Denikina nie doznają całkowitej klęski. Jego zdaniem aktywna interwencja w sprawy ukraińskie na początku 1920 roku mogłaby zirytować Wielką Brytanię i Francję, które nadal wspierały denikinowców. Był przekonany, że Polska nie powinna z powodu Ukrainy kłócić się z potężną Anglią.

Stanowisko wyższego dowództwa polskiego w sprawie ukraińskiej najlepiej odzwierciedla komunikat polityczny dowództwa frontu wołyńskiego z 1 marca 1920 roku. Jego tekst powstał z inspiracji Naczelnika Państwa. Dokument ów zapoznawał dowódców i szefów sztabów wojska polskiego z głównymi kierunkami polityki państwa polskiego na Ukrainie, które należało rozpowszechniać w wystąpieniach oficjalnych i promować w polskich środowiskach wojskowych. Komunikat wyraźnie podkreślał: „Ideą przewodnią naszej polityki wschodniej jest nie zaborczość pod względem ziem niepolskich, lecz przeciwnie, dopomożenie narodom dążącym do niepodległości i samodzielności do osiągnięcia ich celów […] Obecnie rząd polski zamierza poprzeć ruch narodowy ukraiński, aby stworzyć samodzielne państwo ukraińskie”. Ukraina, która stałaby się przegrodą między Polską i Rosją, miała być oddana pod wpływy polskie i zmienić się w swego rodzaju przyczółek, z którego Polska będzie prowadzić dalszą ekspansję polityczną i ekonomiczną na wschód.

Co do granicy polsko-ukraińskiej, podstawą do rozważenia miała być ta z 1772 roku, wzdłuż Dniepru. Rzeczpospolita, jak zaznaczono w komunikacie, będzie się starała włączyć w swoje granice okręgi z ludnością polską i tereny potrzebne z punktu widzenia strategicznego ubezpieczenia granic.

Podkreślano, że „[…] należy uświadamiać częściowo żołnierzy, tłumacząc im, że przedtem Polska walczyła z Ukrainą, obecnie zaś po osiągnięciu swoich celów weszła na drogę ugody i popierania Ukrainy. We wszystkich sporach i zajściach, jakie mogą wyniknąć na tle politycznym między Rosjanami i Ukraińcami, należy popierać żywioł ukraiński”. Jednocześnie kazano nie dopuszczać do żadnych „manifestacji narodowo-ukraińskich, lecz tylko agitować ludzi za niepodległą Ukrainą i sojuszem polsko-ukraińskim”.

Tak więc Piłsudski i jego zwolennicy mieli zdecydowany zamiar stworzyć niepodległe państwo ukraińskie. Ale na początku 1920 roku jeszcze nie do końca byli zdecydowani w kwestii granic między Polską a Ukrainą, tego, które ziemie zostawić dla Polski, które zaś przekazać Ukraińcom. Nie zadowoliwszy się północno-zachodnimi prowincjami guberni wołyńskiej, z których delegacja URL zrezygnowała 2 grudnia 1919 roku, polscy politycy wysuwali pretensje do całej zachodniej części guberni wołyńskiej i południowo-zachodnich rejonów Podola, w tym Kamieńca Podolskiego. Omawiano możliwość dokonania na tych ziemiach plebiscytu, którego ideę ostrożnie zgłaszał zimą 1920 roku sam Józef Piłsudski, sprawdzając przede wszystkim reakcję endecji i Europy Zachodniej.
Rok 1920 stał się dla realizacji geopolitycznych planów Józefa Piłsudskiego rozstrzygający. Walka o hegemonię w Europie Wschodniej, walka przeciwko Rosji wkroczyła w decydującą fazę. Bolszewicy ostatecznie umocnili się u władzy i pokonawszy prawie wszystkich wojskowych oponentów kontrolowali znakomitą większość terytorium Rosji. Przeciwstawiała im się tylko Polska, przeciwko której od lutego 1919 roku toczyli niewypowiedzianą wojnę.
Kijowską wyprawę w 1920 roku Piłsudski uważał za szansę wcielenia w życie jego koncepcji geopolitycznej. Spodziewał się odnowienia ukraińskiej niepodległości w celu ogólnego osłabienia Rosji i przywrócenia jej granic etnograficznych.

W swoje siły Piłsudski nie wątpił. Był przekonany, że jest w stanie rozgromić bolszewików. Ich zdolność do walki uważał za bardzo niską. Pod koniec września 1919 roku w wywiadzie dla francuskiej agencji informacyjnej „Awas” powiedział: „Nie boimy się armii bolszewickiej i jesteśmy przekonani, że rozgromimy ją w każdym starciu. To nikczemne wojsko, źle dowodzone i bez żadnego pojęcia o taktyce. Mimo że według różnych wskaźników ustępujemy bolszewikom, jednak bijemy ich w strategii, kiedy tylko zechcemy. Jednym ratunkiem dla armii bolszewickiej stałoby się moralne zakażenie naszych wojsk, ale nie przyjmują one sowieckiej propagandy. Wierzę, że takie zostaną nadal”.

Na początku października 1919 roku, odpowiadając na pytania dziennikarza brytyjskiej gazety „Times”, czy Polska będzie w stanie sama walczyć przeciwko bolszewikom, Piłsudski oświadczył: „Nie boję się o Polskę w wojnie przeciwko bolszewikom. Zarówno pod względem stanu ducha, jak i wyszkolenia, wojsko polskie góruje nad wojskiem bolszewickim”.

Cztery miesiące później, w lutym 1920 roku, rozmawiając w dziennikarzem „Times”, wyrażał jeszcze większy optymizm. Stwierdził, że czerwonoarmiści są znacznie gorszymi żołnierzami niż żołnierze polscy i że Polska po prostu nie może przegrać wojny. W wywiadzie dla francuskiej gazety „L’Écho de Paris” po raz kolejny ocenił zdolność bojową wojsk bolszewickich: „Małe przednie straże biją się dobrze. Siły główne, idące za nimi, zaledwie zasługują na miano wojska. […] W obronie trzymają się do wieczora. Gdy wieczór zapada – uciekają. W kolejnych mogą walczyć tylko przez kilka godzin, potem załamuje się siła ducha i już do niczego się nie nadają”. Powtórzył, że czerwonoarmiści to żołnierze źle dowodzeni, źle prowadzeni, bez hartu ducha. Był przekonany o swym przyszłym sukcesie.

Napełniony coraz większym optymizmem Piłsudski pragnął zadać Armii Czerwonej druzgocącą klęskę. Przewidywał, że po triumfalnym zwycięstwie będzie mógł podyktować bolszewikom warunki poddańczego pokoju.

Marszałek Polski miał nadzieję działać samodzielnie. Rosyjską politykę Ententy ostro krytykował ze względu na brak rozwagi i obojętność wobec polskich interesów. Warto w tym miejscu przytoczyć jego słowa, wypowiedziane do posła włoskiego w Warszawie Francesco Tomassininiego: „Zmuszacie nas do robienia pokoju, będąc sami w dogodnej pozycji. Dla was dziś istnieje Kołczak, jutro jakieś kooperatywy, pojutrze Denikin… Ostatecznie wam jest wszystko jedno, kiedy dla nas, bezpośrednich sąsiadów Rosji, jest to kwestią wojny albo pokoju. My nie możemy latać za zygzakami polityki aliantów. Albo zawrzemy pokój serio, albo będziemy bić, bić, bić – aż drzazgi będą leciały!”.

Piłsudski spodziewał się ostatecznie podważyć potęgę Rosji, stwarzając w regionie bałtycko-czarnomorskim federację zależnych od Polski państw, które stałyby się tarczą ochronną przed rosyjską ekspansją. W geopolitycznej koncepcji Marszałka kluczowym krajem buforowym była Ukraina.

Na początku 1920 roku Warszawa i bolszewicka Moskwa szykowały się do decydującej walki. Osłabiona Ukraina znalazła się między dwoma potężnymi przeciwnikami. Ze względu na strategiczną lokalizację, sprzyjający klimat, ogromny potencjał ludzki, rolny i gospodarczy zarówno bolszewicy, jak i Polacy chcieli ją widzieć w swojej strefie wpływów. Jako składnik większej konstrukcji geopolitycznej. Czy to w postaci związku republik sowieckich, czy federacji wschodnioeuropejskich narodów, na kształt dawnej Rzeczypospolitej.

Na początku 1920 roku Ukraińska Republika Ludowa znalazła się w bardzo trudnej sytuacji. Żaden kraj na świecie nie wyciągnął do niej pomocnej dłoni. Tylko Rzeczpospolita w osobie Józefa Piłsudskiego gotowa była zawrzeć z nią sojusz wojskowo-polityczny. Naczelnik Państwa zaryzykował. Zrobił ten krok. Zupełnie inną sprawą jest, że nie udało mu się wygrać tej wojny i wcielić w życie planów federacyjnych.

W ukraińskiej historiografii często padają oskarżenia, że Polska rzekomo zdradziła Ukrainę, podpisując w październiku 1920 roku zawieszenie broni z bolszewikami. Być może tak, lecz Piłsudski nigdy nie zrezygnował z idei ukraińskiej niepodległości i poparcia ukraińskiej sprawy.

Po październiku 1920 roku, jako Naczelny Wódz, z pominięciem Sejmu, polityków i ministrów, do ostatniego momentu istnienia ukraińskiej armii wysyłał przez Zbrucz pomoc wojskową. Również dzięki Piłsudskiemu ukraińskie oddziały przez cztery lata przetrwały w polskich obozach, zachowując zdolność bojową i organizację. Mimo podpisanych przez Polskę umów. Jeszcze po 1926 roku Piłsudski aktywnie wspierał URL-owską emigrację i inwestował ogromne środki w jej działalność. Do końca marzył, że doczeka dobrego momentu, by ukraińska emigracja mogła wreszcie triumfalnie wrócić do Ojczyzny.

Andrzej Rukkas/Jagiellonia.org

Aleksiej Taszkinow