Esencja Wysp Zielonego Przylądka

Koncertem w szczecińskiej filharmonii rozpocznie się polskie tournée Lury, następczyni Cesarii Evory.

Słynna Cesaria Evora powiedziała o niej dokładnie tak: „To moje dziecko, moja następczyni!”. Lura skomentowała: „Cesaria otworzyła nam drzwi”.

Nie od początku wiedziała, że muzyka jest jej przeznaczeniem. Mieszkała z rodzicami w Lizbonie i studiowała edukację sportową o specjalizacji pływanie, kiedy Juka, starszy od niej i utytułowany już piosenkarz z Wysp Świętego Tomasza, gwiazda chwytliwego i niezwykle popularnego wśród młodzieży stylu zouku, poprosił Lurę, aby pojawiła się na jego nowym albumie.

– Miałam wtedy 17 lat – wspominała wokalistka. – Spodziewałam się, że zaśpiewam w chórkach, ale w końcu Juka poprosił, abym wystąpiła z nim w duecie. Nigdy nie myślałam o zawodowym śpiewaniu, ale on nalegał.

Właśnie wtedy przekonała się, że dysponuje głosem o głębokim, zmysłowym tonie.

Odzyskane korzenie

Urodziła się pod szczęśliwą gwiazdą: przyszła na świat w 1975 roku, kiedy kraj jej rodziców, Wyspy Zielonego Przylądka, przestał być portugalską kolonią.

 Ojciec przyjechał do Lizbony z największej wyspy Cabo Verde – Santiago, zaś matka z górzystej, zielonej Sao Nicolau. Żadne z nich nie miało bliższych związków z muzyką, choć, jak większość kabowerdyjskich emigrantów, oboje słuchali morny, która podtrzymywała emocjonalne więzy z ojczyzną.

Wspomnienia z Wysp w stolicy Portugalii kultywowali w dzielnicy Benfica, pełnej sklepików i nocnych klubów, gdzie królowały afrykańskie rytmy. Córka to pamiętała. Ale kiedy poszła do szkoły, nie mówiła językiem rodziców. Nauczyła się go od przyjaciół z klasy. Kiedy wchodziła w dorosłość, marzyła o tańcu, a zarabiała, ucząc pływania. To dlatego zwykło się mówić, że „z wody wyciągnęła ją muzyka”.

Duet z Juką otworzył jej drogę do kariery. Przyciągnął uwagę Tito Parisa i Paulino Vieiry. Ten drugi przez długi czas kierował zespołem Evory. Próbowała jeszcze wiązać się z teatrem, ale gdy ukazała się pierwsza solowa płyta, zrozumiała, że przyszłość powinna łączyć z estradą, bo przecież śpiewając, może też tańczyć. Nagrania były zrealizowane głównie z myślą o bywalcach klubów, ale jedna z piosenek z albumu zatytułowana „Nha Vida” („Moje życie”) przyciągnęła uwagę mediów i znalazła się na płycie „Red Hot + Lizbona” wydanej w 1997 roku. Album wspierał walkę z AIDS. Lura pojawiła się na okładce obok takich tuzów muzyki jak Brazylijczycy Caetano Veloso i Marisa Monte i wokalistka zespołu Madredeus, Teresa Salgueiro, z lizbońskiej Alfamy.

Lusafrica, najważniejsze wydawnictwo promujące artystów o afrykańskich korzeniach, zainteresowała się głosem Lury, kiedy wystąpiła w duecie z Bongą, śpiewając piosenkę „Mulemba Xangola”. Znalazła się pod skrzydłami José da Silvy, nr 1 wśród producentów i promotorów muzyki lusofońskiej, twórcy sukcesów Cesarii Evory, urodzonego w Praia.

U boku Cesarii

W 2002 roku powstaje kolejna solowa płyta Lury „In Love”. Dwie kompozycje stworzył młody utalentowany kompozytor Tcheka. Najważniejsze było jednak to, że śpiewała z coraz lepszymi muzykami, a w końcu jako chórzystka wzięła udział w nagraniach Cesarii Evory i pojechała z nią na światowe tournée, występując w pierwszej części jej koncertów w tak uznanych miejscach jak Grand Rex w Paryżu.

Pokłosiem tego była wydana przez wytwórnię płyta „Di Korpu Ku Alma” („Duszą i ciałem”), na której wróciła do swoich muzycznych i rodzinnych korzeni, czyli muzycznej kultury Wysp Zielonego Przylądka. Starannie dobrała repertuar, otrzymując piosenki od Orlando Pantery, cenionego na Wyspach. Użyła języka badiu z Santiago, rodzinnej wyspy ojca, i kreolskiego z Barlavento. Stworzyła własne kompozycje, co jest rzadkością wśród wokalistek z Wysp.

Popularność nagrań zaczęła rosnąć w środowisku emigrantów rozsianych po całym świecie. Największy sukces odniosło nagranie „Na Ri Na”. I tak to, co było lokalne, zgodnie ze znanym powiedzeniem, stało się globalne. W 2005 roku album doczekał się premiery w kilkunastu krajach, w tym w Stanach Zjednoczonych. Dla europejskiej kariery ważniejsze były jednak spektakularne sukcesy we Włoszech, gdzie był jednym z najlepiej sprzedających się krążków lata. Z kolei w Wielkiej Brytanii został nominowany do prestiżowej nagrody BBC World Music Awards.

O „Di Korpu Ku Alma” wpływowy portugalski dziennikarz José Eduardo Agualusa napisał: „Kiedy ciągle pytają mnie, co miałbym do polecenia z nowości muzycznych, odpowiadam, że warto zapoznać się z artystką, która nada rytm przyszłości muzyce z Wysp Zielonego Przylądka: imię tej przyszłości brzmi Lura”.

Brytyjski dziennik „The Independent” prorokował: „Kiedy jej międzynarodowa kariera nabierze rumieńców, ta dziewczyna będzie wypełniać stadiony”. Francuzi docenili talent wokalistki, nominując ją w 2006 roku do nagrody Victoires de la Musique.

Powrót do korzeni

Lura i jej wydawcy nie czekali, aż świat o niej zapomni, i po wydanym w listopadzie 2006 roku albumie „M’bem di Fora” („Pochodzę z daleka”) Lura wyruszyła w koncertowo-promocyjną podróż dookoła świata. Była dumna, że mówi i pisze piosenki w crioulo, języku jej ojców.

Następny etap jej światowych sukcesów związany jest z sukcesem płyty „Eclipse” (2009). W recenzjach okrzyknięto ją klejnotem nowego pokolenia artystów z Wysp Zielonego Przylądka. A ona skromnie odpowiadała:

– Moja kariera jest dla mnie ciągle niespodzianką. Tak było, gdy odkryłam swój głos we wczesnej młodości, tak jest też teraz. Czerpię siły z tego okrycia i zaskoczenia, myśląc, że będę śpiewać do końca życia. To mnie bardzo pozytywnie motywuje.

Sukces „Eclipse” sprawił, że w 2010 roku Lusafrica wydała album „Best of Lura”. Zagorzali fani mieli okazję posłuchać tego, co najlepsze, zaś ci, którzy dopiero dołączyli do ich grona – dostali szansę poznania dorobku artystki w przyspieszonym tempie.

Największe znaczenie miało nagranie „Moda Bô”, zrealizowane z Cesarią Evorą, najsłynniejszą gwiazdą Wysp Zielonego Przylądka. Lura zaaranżowała muzyczny hołd dla Bosonogiej Diwy. Warto powrócić do albumu, ponieważ dołączone jest do niego DVD z koncertem zarejestrowanym przez portugalską telewizję.

Minął ledwie rok, a okazało się, że Lura skorzystała z jednej z ostatnich szans, by zaśpiewać razem z Cesarią, która zmarła w grudniu 2011 roku. Młoda gwiazda powróciła do swojej mistrzyni w solowym tym razem hołdzie „Nós Diva”, opublikowanym przez YouTube’a. Znamienna była jej decyzja o wyjeździe na Wyspy, które stały się jej nowym domem. Nie przeszkodziło to na szczęście w koncertach.

Hołd dla przeszłości

Zakorzeniając się w muzycznym środowisku archipelagu, planowała nową płytę „Herança” („Dziedzictwo”). Nie popadła w melancholię, tylko skoncentrowała się na dynamicznych piosenkach w stylu funana „Maria di Lida”, „Ness Tempo di Nha Bidjissa” i „Sabi di Más”, która zachwyca przebojowością i bezpretensjonalnością w barwnym teledysku. „Herança” jest zaproszeniem do poznania Wysp Zielonego Przylądka – jego mieszkańców, tradycji i muzyki. Każdy z utworów przypomina, jak istotna w dziedzictwie wysp jest wielokulturowość, a także tradycja muzyki kreolskiej, które dały początek niepowtarzalnemu brzmieniu.

Po raz pierwszy polska publiczność usłyszała głos Lury w radiowej Trójce, w audycji „Siesta”. Marcin Kydryński żartował: „Muzyka Lury powinna być dla dorosłych, tak nieokiełznanie jest zmysłowa. Odys kazałby się przywiązać do masztu, ale dzieciarnia jak sobie poradzi? Nie sposób oprzeć się Lurze. Ten głos ciemny, brunatny, pluszowy. Ten puls lędźwiowy, te rozpalone saksofony, te mroczne pożądania wiolonczel”.

Pod koniec września 2017 roku Lura powróci do Polski na dłuższą serię koncertów, aby zaprezentować utwory z płyty „Herança”, dostępnej w polskich sklepach od 30 czerwca. Wystąpi pod szyldem „Siesta w drodze”. Pierwszy koncert odbędzie się 24 września w Filharmonii im. Mieczysława Karłowicza w Szczecinie. Potem Lura zaśpiewa we wrocławskim Starym Klasztorze (25.09), lubelskim Teatrze Starym (27.09), Bielskim Centrum Kultury (28.09), warszawskiej Progresji (30 września), łódzkim Klubie Wytwórnia (30.09) oraz w toruńskich Jordankach (2.10).