Szukamy polskich śladów we Lwowie

Cmentarz Orląt Lwowskich, w dniu 19 września br. wspólnie zapaliliśmy znicze na Mogile Pięciu Nieznanych z Persenkówki

Kiedy powstał projet „Szukamy polskich śladów we Lwowie”, nikt z nas nie przypuszczał, że będziemy mogli pojechać do tego sławnego miasta. Dzięki po- zyskanym z Konsulatu Generalnego RP w Charkowie środkom mogliśmy urze- czywistnić swoje marzenie. Postanowiliśmy, że oprócz powszechnie znanych polskich miejsc, odwiedzimy te, które są związane lub kojarzą się ze Stanisławem Lemem, bowiem mamy z okazji 100. rocznicy urodzin pisarza Rok Lema – także Lema lwowianina.

I oto 17 września ( niezbyt odległa data od urodzin naszego bohatera – 13 września 1921 r.) jedziemy pociągiem z Sum przez całą Ukrainę do tego magi – cznego miasta. Lwów wita nas jeszcze dobrą pogodą, ale za chwilę zacznie padać i tak będzie do końca naszej wycieczki. Nie wpłynie to na nasze dobre nastroje i wolę poznania grodu autora „Solaris”.

Wyruszamy z hotelu na poszukiwania i zaraz na początku spotyka nas miła niespodzianka, bo kiedy chcemy zrobić sobie zdjęcie przy mijanej katedrze Ormiańskiej, dwaj księża słysząc polską mowę, zatrzymują się i pytają, skąd jeste-śmy. Witamy się i robimy wspólne zdjęcie. Zresztą okazuje się, że język polski dżwięczy zewsząd, bo jest wielu polskich turystów, a i lwowianie zachęcają do korzystania z ich usług, mówiąc łamaną polszczyzną.

Udajemy się na ulicę Bohdana Łepkiego ( dawniej Brajerowską). Tam, przy kamienicy, w której było mieszkanie państwa Lemów, czeka na nas pan Jurij Smirnow, dziennikarz „Kuriera Galicyjskiego”. Opowie nam o historii Lwowa i rodzinie pisarza. Naszą uwagę przykuwa skromny balkon przysłonięty przez drzewa. „ Kiedy było ciepło, okupowałem mały balkon kamienny, na który wychodziło się z gabinetu ojca”. Napisze o nim w swoich wspomnieniach („ Wysoki Zamek”) o małym Stasiu sławny w całym świecie pisarz.

Zaczyna padać. I tak już będzie do końca naszej wizyty. Będziemy oglądali Lwów zza ociekających wodą kapturów i parasoli.

Docieramy do wspaniałego gmachu Uniwersytetu Lwowskiego im. I. Franki, dawniej Uniwersytetu Jana Kazimierza i widzimy te : „ …ogromne półnagie postacie kamienne w osobliwych, też kamiennych kapeluszach(…)”, spełniające „swoje niepojętne funkcje”. Z lewej strony „Oświata”, z prawej- „Praca”. To na nie, zadzierając głowę, patrzył Stas Lem podczas spacerów z ojcem. W drodze do II Gimnazjum im. Karola Szajnochy, szkoły przyszłego pisarza wstępujemy do Apteki- Muzeum, w której Ignacy Łukasiewicz wydestylował naftę i zastosował ją do oświetlenia w swojej lampie oraz do katedry Ormiańskiej by chwilę pozachwycać się mozaikami Józefa Mehoffera i malowidłami ściennymi Jana Henryka Rosena.

Wieczorem dla melomanów koncert w Operze Lwowskiej. Podziwiając potężny, piękny gmach teatru mamy w głowach opowieść pana Jurija Smirnowa o jego twórcy, polskim architekcie Zygmuncie Gorgolewskim, który bał się, że jego dzieło się zawali. Stoi do dzisiaj i ma się dobrze. Możemy zaświadczyć !

Drugi dzień jest pełen emocji i oczekiwań, bowiem jedziemy na Cmentarz Łyczakowski, a tutaj polskich śladów jest bez liku. Odwiedzamy przede wszystkim aleję polskich „gwiazd” kultury i nauki – groby Gabrieli Zapolskiej, Marii Kono-  pnickiej, Władysława Bełzy, Stefana Banacha. A potem pniemy się w górę do Cmentarza Orląt Polskich. Podczas tej „wspinaczki” stale dostrzegamy jakieś namioty wokół nagrobków i biało- czerwone banery. Czytamy umieszczony na nich napis : „ Prace konesrwatorskie finansowane ze środków Narodowego Instytutu Polskiego Dziedzictwa Kulturowego za Granicą POLONIKA”. Polska jest obecna tu i teraz, i dba o naszą pamięć!

Na Cmentarzu Obrońców Lwowa potocznie zwanym Cmentarzem Orląt Lwowskich składamy symboliczne biało- czerwone kwiaty i zapalamy znicze na Mogile Pięciu Nieznanych z Persenkówki. Dowiadujemy się o dewastacji cmen- tarza w czasach ZSRR i jego odbudowie dzięki dobrej woli władz polskich i ukraińskich. Poraża nas ogrom ofiar i ich wiek. Pojawia się refleksja o bezsensie wojen.

Z powrotem do centrum jedziemy tramwajem. Jest nowy i być może zakupiony w bydgoskiej Pesie.  Przez chwilę na ul.Łyczakowskiej miga nam przed oczami tablica na domu Zbigniewa Herberta , a potem widzimy białe mury i zielony dach kościoła św. Antoniego, w którym poeta został ochrzczony. Panie Zbigniewie, wybacz, innym razem odwiedzimy Twoje lwowske miejsca.

Teraz „wpadamy” na chwilę z wizytą do pana Adama Mickiewicza na Placu Mariackim i pod jego pomnikiem – kolumną robimy sobie pamiątkowe zdjęcie. Na krótką modlitwę wstępujemy do Katedry Łacińskiej p.w. Wniebowzięcia Najświę- tszej Maryi Panny i udajemy się na ostatni spacer po słynnym, wpisanym na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO lwowskim Rynku. Jeszcze tylko ostatnie zdjęcia przy Ratuszu między rzeżbami lwów dłuta Tadeusza Barącza i przy obiektach opisywanych przez Lema w „Wysokim Zamku” Czarnej Kamienicy i przy posągu Neptuna, fontannie – studni i wyruszmy w drogę powrotną.

Żegnamy zapłakany deszczem Łwów, ale obiecujemy, że będziemy do niego wracać, bo jak śpiewali Szczepko i Tońko : „Nie ma jak Lwów!”.  .

Członkowie TKP w Sumach i uczniowie szkoły popołudniowej działającej przy stowarzyszeniu
Serdecznie pozdrawiam

Flickr Album Gallery Powered By: Weblizar