15 sierpnia 1920 roku – 100 rocznica Bitwy Warszawskiej. Traktat Ryski i koniec marzeń.

Bitwa Warszawska została uznana za 18. przełomową bitwę w historii świata. Zadecydowała o zachowaniu niepodległości przez Polskę i zatrzymała marsz rewolucji bolszewickiej na Europę Zachodnią. Osamotniona Polska nie była jednak całkiem sama. Miała sojusznika, o którym wspominając Bitwę Warszawską i wojnę polsko-bolszewicką, niekiedy się zapomina.

Tym sojusznikiem była Ukraińska Republika Ludowa. Nie był to co prawda sojusznik zbyt silny – tylko 20 tysięcy żołnierzy na pierwszej linii – ale szczerze antybolszewicki. Wojsko URL przyczyniło się do sukcesu ofensywy znad Wieprza, decydującej w Bitwie Warszawskiej, powstrzymując armię konną Budionnego w Zamościu i okolicach i uniemożliwiając przeciwnikowi oskrzydlenie wojska polskiego od południa.

       Na przełomie 1919 i 1920 roku – pisał bliski współpracownik Piłsudskiego Bogusław Miedziński – dojrzała w myśleniu  Piłsudskiego koncepcja Rzeczpospolitej federalnej. Była ona nawrotem do starych tradycji jagiellońskich i do Umowy Hadziackiej.

Układ z Petlurą i zajęcie Kijowa.

W nocy z 21 na 22 kwietnia 1920 r. zawarta została polsko-ukraińska umowa   sojusznicza.  Podpisano też wspólną konwencję wojskową.  7 maja 1920 roku siły polsko-ukraińskie wkroczyły do Kijowa. Choć Polakom udało się zająć Kijów, to długo nie zagrzali tam miejsca. Piłsudski popełnił bowiem katastrofalny błąd i pozwolił Armii Czerwonej czmychnąć za Dniepr. Po czterech tygodniach bolszewicy przeszli do kontrofensywy. Mimo iż wyprawa kijowska zakończyła się niepowodzeniem, u boku Wojska Polskiego do końca wojny biły się dzielnie oddziały ukraińskie.

Józef Piłsudski i Semen Petlura odwiedzają ukraińskich żołnierzy w 1920 roku. 

Zapisały piękną kartę m.in. w zaciętych wałkach o Zamość, gdzie ramię w ramię z Polakami bronili miasta przed bolszewikami. Komendę nad miastem objął ukraiński oficer, gen. Marko Bezruczko jako najstarszy stopniem. Józef Piłsudski, dla którego odwrót spod Kijowa i podejście bolszewików pod Warszawę były szokiem, zrezygnował z federacji. Porzucił swoje wielkie marzenie o oderwaniu Ukrainy od Rosji. Było to o tyle zaskakujące, że jesienią 1920 roku Polska mogła bez trudu zdobyć Kijów po raz drugi. Niestety, rozkaz marszu na Kijów nie nadszedł. Wojsku kazano się wycofać.

Obroną Zamościa dowodził ukraiński oficer, gen. Marko Bezruczko (w środku). 

Jałta 1920?  

A potem był traktat ryski i koniec marzeń na utworzenie federacji zdolnej przeciwstawić się czerwonej Rosji, zabezpieczającej niepodległość Polski i Ukrainy. Wkrótce do Wojska dotarła hiobowa wieść – Polska delegacja pokojowa 12 października 1920 roku zawarła w Rydze z bolszewikami zawieszenie broni. Otóż polscy delegaci w Rydze sprzedali swojego ukraińskiego sojusznika bolszewikom dokładnie w taki sam sposób, w jaki w 1945 r. Brytyjczycy i Amerykanie sprzedali Polskę. W Rydze stało się to samo. Stanisław Grabski i jego koledzy wycofali poparcie dla sojuszniczego rządu Symona Petlury i uznali stworzony z agentów Czeka „rząd” sowieckiej republiki Ukrainy. Przedstawiciel prawdziwego rządu Ukrainy, który zjechał do Rygi, nie został nawet wpuszczony na salę obrad. W ten sposób złamany został czwarty punkt polsko-ukraińskiego paktu z 21 kwietnia 1920 roku.

Warszawa  bez targów – pisał rosyjski historyk Gienadij Matwiejew – nawet bez jakichkolwiek oznak sprzeciwu porzuciła swego ukraińskiego sojusznika, z którym pięć miesięcy wcześniej podpisała porozumienie polityczne oraz konwencję wojskową. A miała to miejsce wówczas, gdy Polacy prowadzili z powodzeniem ofensywę na Białorusi i Ukrainie.

Od tej pory polscy delegaci prowadzili rozmowy z „przedstawicielami Ukrainy”,  którzy nawet nie byli Ukraińcami, tylko bolszewickimi aparatczykami oddelegowanymi „na odcinek ukraiński”. Podczas sporządzania dokumentów końcowych konferencji pokojowej doszło do żenującej sytuacji. Żaden z owych panów nie potrafił bowiem pisać po ukraińsku i wersję traktatu w tym języku  musiał napisać Polak Leon Wasilewski.

   W najcięższych godzinach narodowych i państwowych nieszczęść  – pisał Symon Petlura na łamach „Syna Ukrainy”  – Ukraina uczciwie i wiernie była z Polską. Niosła ona na sobie jej ciężar, dała jej do boju swoich najlepszych synów, ukraińskich kozaków-rycerzy. Swoją krwią umyła ona i broniła polskie granice. Dlaczego w tej chwili, na konferencji pokojowej, żaden z polskich przedstawicieli ani słowem nie wspominał o tym, że Ukraina jest sojusznikiem Polski?

Wszystkie protesty i apele do polskich władz pozostawały jednak bez odpowiedzi.

     Opuściliśmy, zdradziliśmy Petlurę w Rydze  – pisał Tadeusz Hołówko. – Zdradziliśmy Ukraińców, którzy wiernie dotrzymywali nam braterstwa w dniach tragicznych. A tylko dwa tygodnie dalszej wojny i wojska Petlury byłyby  w Kijowie…

Po klęsce roku 1920 rząd ukraiński przeniósł się z oddanego czerwonym Kamieńca Podolskiego do Tarnowa (w Polsce). Wkrótce, na żądanie Moskwy, Polacy kazali się mu wynosić. Wyrzucony z Polski został Symon Petlura, który musiał schronić się we Francji.

     Rozbiór Ukrainy w Rydze pomiędzy Polską a Rosją nastąpił po wygranej polsko-ukraińskiej wojnie przeciwko Rosji sowieckiej  – pisał Iwan Kedryn-Rudnicki, ukraiński dziennikarz i żołnierz Petlury.

   Pod wpływem tej traumy wielu Ukraińców porzuciło orientację propolską. Oficerowie armii URL zostali zamknięci w obozach internowania. Tam odwiedził ich marszałek Piłsudski i wypowiedział słynne słowa: „Ja was przepraszam, panowie, ja was bardzo przepraszam. Tak nie miało być.” Był to ładny gest. Niestety miał rację. Niepowodzenie  roku 1920 – którym było fiasko wyrwania bolszewikom Ukrainy – było podwaliną dla katastrofy roku 1939.

Kto wie, gdyby Piłsudski był wówczas dyktatorem, sprawa wojny i pokoju z bolszewicką Rosją potoczyłaby się może inaczej, lepiej dla Polaków i Ukraińców? Piłsudski miał jednak, jako Naczelnik Państwa, obok siebie, Sejm i zdawał sobie sprawę ze zmęczenia oraz z wyczerpania Polaków wojną.

Opracował Włodzimierz  Kuczyński.