Źle rozegrana karta obywatela generała Kościuszko.

To odraza kleru przed postępem społecznym

doprowadziła do upadku Polski i rozbiorów!

Dnia 15 października przypadła 200 rocznica śmierci generała Tadeusza Kościuszki, osoby bardziej szanowanej w USA, niż w Polsce, choć to dla Polskiej Racji Stanu bohater wojny o niepodległość USA porzucił wygodne życie w USA i wrócił ratować upadającą I Rzeczpospolitą, zwaną Szlachecką.

To prawda, że akademickie dywagacje typu: „coby dziś było, gdyby nasi dziadowie postępowali roztropnie” są klasyką uprawiania stuki dla sztuki, watro rzetelnie badać Historię, aby nie popełniać tych samych błędów, które, summa summarum, doprowadziły do narodowej tragedii.

Z tego też powodu należy tępić w zarodku wszelkie próby poprawiania historii, bez względu na polityczne zyski, w imię których taki proceder się uskutecznia!

Rok 2017, z racji „okrągłej rocznicy”, poświęcony miał być przypomnieniem postaci bezdyskusyjnego herosa, zarówno Polski, jak i USA, a skończyło się na kilku patriotycznie wzniosłych szopkach, uzupełnionych marnej jakości ramotami, zwykle sprowadzonych do prezentujących poziom akademii szkolnej z dalekiej prowincji, odgrywającymi akt przysięgi dyktatora Insurekcji Kościuszkowskiej odbytego na krakowskim Rynku 24 marca roku 1794. i uznawanego za początek powstania.

Najczęściej zadawanym pytaniem jest to, czy powstanie dowodzone przez generała Kościuszkę miało sens,

przemilczając inne, o wiele ważniejsze:

Jakie skutki miała decyzja króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, który pominąwszy kandydaturę uznanego stratega, inżyniera i dowódcy, jakim był generał-major Tadeusz Kościuszko, okazał się bezwstydnym nepotem, wyznaczając na głównodowodzącego wojskami Rp w nadchodzącej nieuchronnie wojnie z Rosją, swojego bratanka, do tego klasycznego hulakę, bawidamka i opoja, nie mającego nawet ułamka wiedzy i doświadczenia, jaka reprezentował weteran zwycięskiej wojny, Tadeusz Kościuszko?

Problem sprowadzał się do tego, iż gwarantem złotej wolności szlacheckiej był dokładnie car i trudno się było spodziewać tego, aby caryca Katarzyna II tak łatwo odpuściła sobie kontrolę nad obszarem Przywiślańskiego Kraju jak na rosyjskim dworze nazywano teren ówczesnej Polski. To byłby niewybaczalny błąd w polityce każdego imperium, oznaka słabości imperium.

Już sam tryb ustanowienia Konstytucji 3. Maja, delikatnie pisząc, bezprawny, MUSIAŁ spowodować potężną falę niezadowolenia wśród magnaterii i armii żyjących na jej koszt golców, czyli szlachty nie posiadającej żadnego majątku, z wyjątkiem herbu i prawa głosu na sejmikach, robiących za dworaków w magnackich rezydencjach, zwłaszcza, że pozbawiał ich czynnego prawa wyborczego na sejmikach.

Do tego musiał spowodować protesty u formalistów, dla których nie do przyjęcia był sam tryb procedowania, a dokładniej jego brak, a także brak podczas glosowania quorum.

Tak więc zawiązanie wrogiej Konstytucji 3. Maja konfederacji, która przeszła do annałów jako Konfederacja Targowicka, było tylko kwestią czasu, czasu jaki potrzebowała caryca Katarzyna II do wysłania do wybijającej się na niezależność Polski armii, która przywróciłaby protektorat Imperium Rosyjskiego nad Polską, a dokładniej nędznymi resztkami, jakie pozostały z dawnej Polski Jagiellonów.

Tymczasem stająca nagle politycznie okoniem Polska, która do tej pory „jeno nierządem stała”, nie miała nawet jednolitej, centralnie dowodzonej, armii!

Rzecz w tym, że nadal obowiązywało archaiczne Prawo, wedle którego powinność utrzymania poszczególnych pułków lub chorągwi jazdy spoczywała na obdarowywanych coraz to większymi przywilejami, przez kolejnych królów elekcyjnych, magnatach oraz na Pospolitym Ruszeniu, obejmującym szlachtę zaściankową.

W efekcie, już od czasów saskich, następowała postępująca erozja zdolności bojowej poszczególnych pułków oraz regimentów jazdy, potęgowana rozwiązaniem w roku 1726 tak zwanej Piechoty Wybranieckiej, czyli autoramentu rekrutowanego z chłopów i mieszczan, w oparciu o parytet zasiedlenia.

Dopiero Sejm Czteroletni, (zwołany w roku 1788), powołał podstawowy rodzaj wojska, jakim była wówczas piechota, ale zabrakło czasu na podstawowe wyszkolenie, oraz JEDNOLITE uzbrojenie pułków piechoty, nie wspominając nawet o podstawowym wyszkoleniu kadry podoficerskiej i oficerskiej!

Polską piechotę wybraniecką, jedyną liczącą się formację piechoty w ówczesnym Wojsku Polskim, rozwiązano z dwóch, bardzo prozaicznych, powodów:

Po pierwsze, nie było komu w Rzeczpospolitej tego autoramentu utrzymywać. Magnateria i bogata szlachta wolała w XVIII wieku wieść beztroskie życie utracjuszy, wedle powiedzenia: „Za króla Sasa jedz, pij i popuszczaj pasa”, niż łożyć na utrzymanie profesjonalnej armii, no bo przecież „Rzeczpospolita nierządem stała”, czyli totalną anarchią, podniesioną do rangi Racji Stanu. A komu w stanie anarchii jest potrzebna silna armia? Jeszcze znajdzie się jakiś Cromwell i burząc samowolę, zaprowadzi porządek.

Po drugie, wcielony do wojska chłop lub mieszczanin, automatycznie stawał się powodem wymiernej utraty dochodu, jaki dawała feudałom jego praca. Najbardziej na tym „cierpiał” Kościół „jedynie słuszny”, który był największym, po dobrach koronnych, latyfundystą w czasach Rzeczpospolitej Obojga Narodów.

Nikt za nią ie płakał, ani szat nie darł z rozpaczy bo wyadomo, Polak stworzony jest do rzeczy wzniosłych, a nie do mozolnego doskonalenia: musztry, celnego strzelania, walki na bagnety, czy sypania szańców, więc nawet nie było chętnych na podoficerów, i oficerów. Co innego jazda i związana z tą formacją ułańska fantazja, niewoląca wszelkie napotkane białogłowy, wedle słów frywolnej piosenki: „babcia umierała, a jeszcze pytała, / Czy na tamtym świecie, ułani będziecie”.

Dopiero perspektywa nieuchronnej wojny, jaką wywoływał fakt próby naprawy Rzeczpospolitej podjętej przez Sejm Czteroletni, wywołał u króla Stasia spóźnione olśnienie co do tego, iż zredukowana do potencjału kilku brygad kawalerii armia NIE MA SZANS odeprzeć nieuchronnej interwencji militarnej ze strony nawet jednego z zaborców, a co dopiero wobec skoordynowanej interwencji zbrojnej, pozostających w antypolskim sojuszu Prus i Rosji.

 Choć to wydaje się być irracjonalnym, podejmujący próbę restytucji Wojska Polskiego, jako siły obronnej państwa, król Stanisław August Poniatowski, miał największego przeciwnika w odbudowie potencjału militarnego armii w osobie …hetmana wielkiego koronnego, którym był mianowany w roku 1774 dożywotnio generał-porucznik Franciszek Xawery Branicki.

Nie powinno to jednak dziwić, skoro rzeczony, symbol magnackiej pychy i zdrady interesów Polski na rzecz Rosji, był na liście płac sprzedawczyków, wysługujących się rosyjskiemu zaborcy.

Król Poniatowski miał do dyspozycji dwóch utalentowanych generałów, którym mógł praktycznie powierzyć proces odnowy Polskiej Armii:

swojego bratanka, księcia generała-majora Józefa Poniatowskiego, zdolnego dowódcę kawalerii,

zwycięskiego weterana, generała brygady Armii Kontynentalnej, mianowanego generałem-majorem Tadeusza Kościuszkę, który zdobył sławę jako błyskotliwy projektant i nadzorca realizacji swoich projektów, na niwie nowoczesnych fortyfikacji. To o jego projektu umocnienia rozbiły się ataki o wiele lepiej wyszkolonych i uzbrojonych od Armii Kontynentalnej, wojsk Brytyjskich.

Nic więc dziwnego, że postawił na „swojaka”, czyli na księcia Poniatowskiego, z fatalnymi dla Polski następstwami.

A wszystko z tego, banalnego, powodu, że zarówno magnateria, jak i król S.A. Poniatowski, a przede wszystkim kler rzymskokatolicki, PANICZNIE BALI SIĘ REWOLUCJI, podobnej do tej, która brutalnie zmiotła monarszy absolutyzm, zarówno we Francji, jak i w Anglii.

A generał Kościuszko, z przekonania, a co gorsza, podejmowanych działań, był rewolucjonistą, wręcz, cytując prawicową ekstremę „lewakiem”.

Lekcja, jaką pilnie i starannie odrobił podczas wojny o niepodległość USA, uzmysłowiła generałowi Kościuszce tę „oczywistą oczywistość”, która mówi:

najwartościowszymi żołnierzami są ci, którzy walczą o swoją i swoich dzieci przyszłość.

Przecież wedle kanonów sztuki wojennej, Armia Kontynentalna NIE MIAŁA SZANS pokonać wysłany przeciwko niej Brytyjski Korpus Interwencyjny, którego zadaniem była pacyfikacja zbuntowanych kolonii.

A jednak pokonała lepiej wyszkolone i uzbrojone siły Imperium Brytyjskiego, między innymi, dzięki innowacyjnym umocnieniom, zaproponowanym przez Tadeusza Kościuszkę, ale głównie z tego powodu, że powstańcy walczyli o swoją i swoich dzieci przyszłość, wolną od kolonialnego ucisku i feudalnego wyzysku przez imperialną metropolię.

Generał Kościuszko postawił sprawę jasno i bez politycznych ozdobników:

Polskę może od interwencji zaborców obronić JEDYNIE taka armia, która będzie miała wsparcie miejscowej ludności i złożona z ze zdeterminowanych żołnierzy, którzy będą mieli osobisty interes w tym, aby Rzeczpospolita na nowo stała się państwem niezależnym.

A to z kolei oznaczało masowy zaciąg do restytuowanego wojska nie tylko chłopów i mieszczan, ale również i Żydów, którzy mieli pod rządami królów Polski o wiele lepsze życie, niż ich rodacy u zaborców.

Na co nie było zgody zarówno wśród magnaterii, jak i wśród kleru rzymskokatolickiego, a także u osoby króla.

Tak więc nie wdrożono w życie planów utworzenia nowej licznej formacji, zwanej strzelcami celnymi, do której gen. Kościuszko planował powołać, obok służby leśnej oraz zawodowych myśliwych, trudniących się kłusownictwem włościan, żyjących na obrzeżach dużych lasów, głównie Kurpiów.

Co gorsza, przez blisko rok głównodowodzącego odbudowywanym Polskim Wojskiem księcia Poniatowskiego nie było w Polsce, więc generał Kościuszko, obok własnych zadań, musiał wizytować szkolenie rekruta w zastępstwie księcia Poniatowskiego.

Nie zrealizowano też jego planów pilnej rozbudowy wojsk inżynieryjnych, które wzorem wojny o niepodległość, miały wybudować na dogodnych dla interweniujących wojsk carskich traktach system umocnień, które skutecznie paraliżowałyby sprawny przemarsz wrogowi.

 Sumując, Insurekcja Kościuszkowska była klasyczną „musztardą po obiedzie”,

a sam Tadeusz Kościuszko, obok Andrzeja Frycza Modrzewskiego, stał się zmarnotrawionym przez powolnych kościelnym intrygom króla geniuszem, który miał potencjał zdolny uratować Polskę od upadku, a Polaków od ogromnych strat w powstaniach i metodycznego ucisku od zaborców.

Kiedy ustanowiono okupację i dokonano 2 rozbioru, nie było już realnych szans na wyparcie sił okupacyjnych, głównie z powodu dotkliwego braku uzbrojenia dla piechoty, oraz niedostatecznego wyszkolenia jej kadry dowódczej, głównie podoficerskiej i oficerów młodszych.

Naczelnik Kościuszko pewnie o tym doskonale wiedział, ale pewnie uznał, że stając na czele powstania, może będzie mógł wynegocjować lepsze warunki protektoratu u zaborców.

Głównym rozgrywającym partię politycznych szachów po stronie Polski, był król S.A. Poniatowski, osoba bardziej zainteresowana chędożeniem carycy Katarzyny II, (jeszcze jako dyplomata miał z nią romans i córkę), niż odbudową niezależności Rzeczpospolitej od protektoratu carów Wszechrusi.

Co gorsza, mianował najwyższymi urzędnikami państwa sługusów zaborców, którzy pobierali na swoje zbytki wynagrodzenia od wrogów państwa, których ikona był hetman Branicki.

Król, planując prace Sejmu Czteroletniego, popełnił kardynalny błąd strategiczny, stawiając za priorytet uchwalenie Konstytucji, zapominając o istniejących gwarancjach dla samowoli szlachty ze strony carów, które planował znieść i zupełnie lekceważąc katastrofalny stan Wojska Polskiego, które było JEDYNYM gwarantem tego, że dybiący na tereny Polski zaborcy, za pomocy siły militarnej uniemożliwią reformy pogrążonej w agonii Rzeczpospolitej.

A jedynym pożytkiem z Insurekcji było rozliczenie zgrai wysoko urodzonych zdrajców ojczyzny, w tym za pomocą szubienicy, na której za zdradę i wysługiwanie się obcym, sprawiedliwie dokonało nędznego żywota nawet dwóch …biskupów.

Zaś, zapewne w podzięce, za wychowanie kilku pokoleń sprzedawczyków i zdrajców Rzeczpospolitej, natychmiast po dokonaniu rozbiorów, zaborcy solidarnie sekularyzowali polski zakon Jezuitów, mający od rządów króla Jana Kazimierza monopol w Rzeczpospolitej na kształcenie polskich dzieci i młodzieży.

Co do okazania było. Amen